Jezu, jaki ja dziś miałam dzień w pracy. No kosmos. Spłakałam się ze śmiechu 100 razy, aż mi powietrza zabrakło kilka razy, bo już z tą bandą nie mogę. Siwnę przez nich, ale będę żyła ze 40 lat więcej, od tego śmiechu. Dziś na przykład Kamil dostał wypłatę. Więc przytaszczył reklamówkę, wypełnioną ciaciuchami i zmuszał wszystkich, żeby sobie dziubnęli. Ewunia z kolei dojrzewa. Pani Jadzia twierdzi, że molestuję chłopców, na szczęście tych, których już można. Przeraża mnie tylko to, że jej siostra, która też pracuje w szkole, siedzi z moją babcią w ławce w kościele. Już widzę tą rozmowę. Ostatnio mi babcia powiedziała, że ponoć jestem straszny pieron.
Kierowiczka wpadła na chwilę, żeby mnie zasypać kolejnymi rzeczami do zrobienia i mocno była zdziwiona, gdy po 2 godzinach okazało się, że już wszystko załatwione. No cóż, jak się ma taką bandę, to wszystko idzie raz dwa. A najbardziej to lecą dniówki.
Arek, lat 8 zapytał mnie dziś, czy może mi wysłać walentynkę. Bo te wszystkie dziewczynki w jego wieku są głupie. Boże, jak oni mnie doceniają!
Wycięłam 101 serduszek z kolorowego papieru, na dyskotekę.
Wysłałam jakieś 30 wiadomości na nk, która jak dla mnie, jest zbiorem wszystkich pokemonów, do których coś mam. Tym razem, jako jeden z koordynatorów projektu foto, muszę im wysłać wiadomości, żeby wiedzieli, gdzie będą wiadomości, żeby potem nie wysyłać 30 wiadomości, tylko jedną. Nk może mnie wziąć za mega spamera, peszek. Dopiero szaleństwo będzie, gdy zaczną się ferie.
I pomiędzy ciastkiem i paluszkiem z sezamem, graliśmy w Simsy, we 4 na jednym komputerze.
A potem, gdy już wyjeżdżałam z uliczki przy szkole, zupełnie przypadkowo wymusiłam pierwszeństwo. Troszeczkę tylko. Wstyd mi.
Jutro wolne. Przeznaczone na mniej więcej pisanie.
wtorek, 2 lutego 2010 roku

