Gdy już zrobiłam wszystko, co zrobić nie miałam, ale co robiłam, żeby wykręcić się od pisania, gdy już po raz 50ty zajrzałam na pudelka/fejsbuka/flickra/nk/onet/twitter, gdy znowu odświeżyłam rssy - wtedy stwierdziłam, że nie ma odwrotu. A trwało to wszystko 2 godziny!
Więc zabrałam się za pisanie. Pierwsza strona wyszła nadzwyczaj szybko i sprawnie. Ale potem, co zresztą też przwidziałam, rozdzwonił się telefon, nagle wszyscy coś ode mnie chcieli, przyjechał kurwier z torebką, więc musiałam przeżyć mega orgazm z radości, a na koniec się wkurwiłam, że Wapno będzie mieć szybciej fioletową sypialnię niż ja, na dodatek bezczelnie ode mnie zżynając. Ja zaczęłam mówić o fioletowej sypialni i nagle wszyscy też zapragnęli taką mieć. I jeszcze pytają o konkretne kolory. A ja sama nie wiem. Niby fajna śliwka, ale kto potem to zamaluje? Niby sypialnia - więc tylko 6-8 godzin będę tam spędzać, na dodatek z zamkniętymi oczami, ale jednak, jak mnie będzie ten kolor wkurwiać, to nie zasnę.
Ale torba jest cudna!
I skończyłam pisać jakoś po 22giej. 2gi rozdział ma póki co 23 strony, ale to jeszcze nie koniec. Już współczuję mojej promotorce, że będzie musiała to czytać.
Znalazłam książki typu ‘Z kosmosu’, czyli takie, których nigdzie nie ma. Ani w bibliotekach, ani w wypożyczalniach. Dostałam maila od wydawnictwa, że jednak są, można zamówić, więc OD RAZU wysłałam im przelew, a teraz czekam.
Telefoniada z pracy. Chyba naprawdę muszę zrobić tam porządek. A potem okazało się, że mam już plan na 10 semestr. Dwa przedmioty: Zintegrowana edukacja wczesnoszkolna i wykład monograficzny, z dość wścibskim księżuniem. Słynie on z tego, że lubi pytać o stosunek do stosunków, które oczywiście powinny być jak najbardziej prokato. Proszę xiędza, nie wszyscy lubią uprawiać sex tylko z mężem (na dodatek swoim, a feee), po ciemku, w piżamach, pod kołdrą i tylko w dni płodne, nie oddzielając się od rzeczonego męża cienką warstwą lateksu, więc dlatego, ja na tych wykładach będę pojawiać się nieregularnie, tylko w czapce-newidce. Gorzej z tym przedmiotem kierunkowym. Jest w poniedziałek, a ja w pracy mam wolne środy. Poza tym, jest w poniedziałek późnym popołudniem. Wszystko z dupy.
A już bardziej w nocy, zabrałam się za pracę sekretarki, czyli powiadom tego, tego i tego, napisz listę, przypomnij to i to, nie zapomnij o tym. Jutro w pracy powtórka z rozrywki.
I mam nadzieję, że te całe śniegi pójdą w pizdu.
środa, 3 lutego 2010 roku

