Związki w mojej najbliższej rodzinie są bardzo oschłe i nieprzyjemne, dzień zaczełam od histerycznego płaczu z powodu skj (to bardzo wulgarny skrót, dlatego nie zamierzam go rozwijać – wkońcu to miły pomarańczkowy blog). Paweł postanowił naprawić mi humorek. Wybraliśmy się do BB do „Sfery” najpierw do drogerii (rachunek: 83,96 – ale płacił Miś), potem na lody i do kina. Film: „Polowanie na druhny”. Zabawny. Potrzebowałam komedii. Potrzebowałam się beztrosko śmiać. Wypad do cywilizacji udał się, nie ma co. Póki co to ostatni taki wypad, bo od przyszłego tygodnia Paweł zaczyna studia. On na zaocznych, ja na normalnych dziennych. Ciekawe kiedy my się będziemy spotykać... Mama siedzi na „pierdach” u koleżanki, a my wtuleni w siebie oglądamy film mojego dzieciństwa – „Hook”.
Kocham Cię Paweł...
Aaa... już bym zapomniała. Dzwoniła dziś do mnie kumpelka z czasów Gimnazjum – Patrycja i zaprosiła na Slot. Jutro, godzina 19, klub Underground. Obiecuję, że będę grzeczna.
komentarze (0) · fotografie (0)
sobota, 24 września 2005 roku
komentarze (4) · fotografie (0)
Przytłoczona jestem ulotkami przedwyborczymi, sondami i rokowaniami, a ponoć PiS według Fak(t)u prowadzi przed moim ukochanym Kaczorem Donaldem. Co będzie to będzie. Byle było dobrze. Phi, nie musi być dobrze. Mogłoby być lepiej. Hotel „Gołąb” płonie... Od południa słychać pędzące wozy strażackie. Ale do Wisły jakieś 40 km. W styczniu miałam tam 100dniówkę. Ale by było...
Wczoraj w Świetlicy zaczepiły mnie 10cio latki z hasłem: „Co to jest cnota?”. Wymigująco powiedziałam, że to wtedy jak się ma chłopaka. A ona „Ty masz chłopaka.” Jakie to wszystko skomplikowane... Wkońcu po kilku strasznie długich minutach, podczas których mnie lustrowały wzrokiem stwierdziły, że nie można mieć wszystkiego. I obiecały, że nie opowiedzą w domach o tej rozmowie. Odchodząc podskakiwały na jednej nodze śpiewając „Ich bin Schnappi” w połączeniu z „Dziób dzióbem”.
Dziś wróciły, z szelmowskim uśmieszkiem powiedziały, że to takie „zapory”. Zapory. Uwielbiam je. Uwielbiam...
Wypożyczyłam "C.K. Dezerterów" Sejdy. Wieczór z "politycznie podejrzanymi świniami"...
Wczoraj w Świetlicy zaczepiły mnie 10cio latki z hasłem: „Co to jest cnota?”. Wymigująco powiedziałam, że to wtedy jak się ma chłopaka. A ona „Ty masz chłopaka.” Jakie to wszystko skomplikowane... Wkońcu po kilku strasznie długich minutach, podczas których mnie lustrowały wzrokiem stwierdziły, że nie można mieć wszystkiego. I obiecały, że nie opowiedzą w domach o tej rozmowie. Odchodząc podskakiwały na jednej nodze śpiewając „Ich bin Schnappi” w połączeniu z „Dziób dzióbem”.
Dziś wróciły, z szelmowskim uśmieszkiem powiedziały, że to takie „zapory”. Zapory. Uwielbiam je. Uwielbiam...
Wypożyczyłam "C.K. Dezerterów" Sejdy. Wieczór z "politycznie podejrzanymi świniami"...
piątek, 23 września 2005 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Paweł ma w sobotę egzamin językowy na jego uniwerku, więc dziś przerabiałam mu wszystkie 12 czasów „na chłopski rozum”. Mam nadzieję, że się odwdzięczy jakoś (kochanie to by był ten pomarańczowy zegarek od Delona). W mediach na dzień przed ciszą wyborczą wrze. Ja zdając wos w maju na maturze jakieś tam pojęcie mam. Teraz podkładają sobie świnie, a za kilka tygodni będą tworzyć razem koalicję?! A spoty reklamowe Romusia G. wychodzą mi już bokiem. Ale jak wczoraj wzruszająco pan Prezydent wychwalał SLD... Pięknie, bardzo pięknie.
Moje zdanie? Ja jestem 100 procentowym liberałem. Ja głosuje na zasady. Mój gimnazjalny przyjaciel, Czopciu na 18stkę kupił mi „Alfabet Rokity”. Od tego momentu stoję za Platformą. To będą moje 2gie wybory (pierwsze to Wybory do Parlamentu UE) i jestem pewna, że i tym razem „mój kandydat” spisze się na medal.
Apropos medali – nasze siatkarskie „złotka” idą jak burza. Po złoto laski !!!
Moje zdanie? Ja jestem 100 procentowym liberałem. Ja głosuje na zasady. Mój gimnazjalny przyjaciel, Czopciu na 18stkę kupił mi „Alfabet Rokity”. Od tego momentu stoję za Platformą. To będą moje 2gie wybory (pierwsze to Wybory do Parlamentu UE) i jestem pewna, że i tym razem „mój kandydat” spisze się na medal.
Apropos medali – nasze siatkarskie „złotka” idą jak burza. Po złoto laski !!!
czwartek, 22 września 2005 roku
komentarze (1) · fotografie (0)
Wczorajsze korki odbyły się połowicznie, bo przyszła tylko Iza. Jakoś w ciągu 120 min opanowała czasy przeszłe. Siedziałam wczoraj całą „dniówkę” w Świetlicy, bo u nas w domu strzeliły rurki i mama pomagała w naprawie. Od 14 do 20 siedziałam w tych piwnicach, zmarzłam strasznie. Do 19 ktoś tam siedział, więc miałam chociaż z kimś pogadać. Ale ta ostatnia godzina była tragiczna. Brr... Sezon grzewczy mógłby się wkońcu zacząć.
W nocy miałam niezły skandal. Myślałam, że skoro w nocy są już przygruntowe przymrozki, to nie ma komarów i much. Myliłam się. Do 4 razem z mamą polowałam. Rano doliczyłam się 17 ukąszeń. Strasznie boli. Żeby mnie trochę „pocieszyć” mama zrobiła super grzybową. Paweł przyjdzie. A te cienie z Inglota są super.
Hmm... Mam ochotę na Queenów. I jakiś dobry kryminał. Michael Palmer, Pacjent.
W nocy miałam niezły skandal. Myślałam, że skoro w nocy są już przygruntowe przymrozki, to nie ma komarów i much. Myliłam się. Do 4 razem z mamą polowałam. Rano doliczyłam się 17 ukąszeń. Strasznie boli. Żeby mnie trochę „pocieszyć” mama zrobiła super grzybową. Paweł przyjdzie. A te cienie z Inglota są super.
Hmm... Mam ochotę na Queenów. I jakiś dobry kryminał. Michael Palmer, Pacjent.
środa, 21 września 2005 roku
komentarze (1) · fotografie (0)
Wydrukowałam sobie wczoraj Harmonogram na 1 rok studiów. Śmieszny trochę. Nieludzki. Poniedziałek, 9:00 – 9:45 basen, potem od 10:30 do 12 Historia wychowania :) i dopiero o 14:45 – 15:30 gimnastyka. Akurat żeby zwiać. Wtorek, na 10:40, do 12:10 Pedagogika ogólna, 12:15 – 13:45 Biomedyczne podstawy rozwoju (ale co 2 tygodnie) i dalej 14:45 – 16:15 Historia wychowania. Pół godzinki przerwy i do 18:15 Filozofia. O której ja będę w domu?! Środa, 9:00 – 10:30 Biomedyczne podstawy rozwoju, 12:25 (czyli 2 godz. okienka) Filozofia. Do 13:10. Potem przerwa. Od 14:00 do 15:30 psychologia ogólna. Na auli :P Czwartek to od 8 rano do 11 blok językowy (swoją drogą ciekawe na co mnie przyjęli, bo jak znowu będę musiała „szprechać” to dziękuję). Półtora godzinki przerwy i Pedagogika ogólna. I koniec. Weekend. W całym tygodniu nauki mam ponad 20 godzin (dokładnie 1245 min) i między wykładami ponad 9 godzin „okienek”. Kto to układa?! A dziś do tego jeszcze 3 godziny korków. Przydałby mi się jakiś prozac, albo chociaż doxepin. Na nerwy... Spokój, wewnętrzna równowaga, cisza... Wkońcu będę nauczycielką, ot co.
wtorek, 20 września 2005 roku

