Północ za mną. Już wypada coś napisać, żeby nie było. Mam Queen na uszach, święty spokój, czarną noc – czego mi więcej potrzeba.
Jak widać, cała i zdrowa wróciłam z wakacji, bez większych szkód. Uszczerbki na zdrowiu: kilka sinców, zadrapań, odciśnięte zęby Acida na ramieniu ;) Szkody na kwaterze: rozbita ramka, dyndająca lampa, obrus z wylaną kawą. Ja nie wiem jak to sie dzieje i czy czasem już ktoś nie zrobił badań – ale za cholerę moja torba nie umiała pomieścić ciuchów. Było trzeba popchać nogą, wypełnić wszystkie możliwe reklamówki, a potem upchnąć wszystko do Raszpla. Udało się, możemy wracać. Póki co, nie zauważyłam, żebym czegoś zapomniała.
Podróż do domu krótsza, nieco ponad 9 godzin. Małe błądzenie po drodze, ale tylko małe. Generalnie – nie straciliśmy dużo. No może poza nerwami...
Aż miło było wjeżdżać na Śląsk. Bo w końcu coś poznawaliśmy, budynki, drogi, ulice. Sms do Mamuta, że ma szykować kolację. Och, jak miło było znowu zawiesić się Mamutowi na szyi... Jakoś tak wszystko dziwne. Nie umiałam pisać na moim hapeku, mając ciągle gdzieś w sercu romans z Łajt Biczem. Cholera, przyzwyczaiłam sie do tego małego, białego skurwysynka :D Tak, to napisałam JA, papalka... No comment...
Pralka szła od rana, potem romans z żelazkiem, a prasowania nienawidzę serdecznie, z wzajemnością. Szafa i półki powoli się zapełniają. Znowu mogę przytulać się do mojej kołderki... I nawet padający szitbox mnie nie drażni :D
Tęskniłam...
Podobno nawet jestem dziabnięta lekko, nie na czerwono, niezły łał. Bardzo miłe wspomnienia. Fotki! A to, że właśnie przed chwilą sformatowałam SD w aparacie, świadczy, że cholera – wakacje mi się kończą. Wrzesień spokoju.
komentarze (2) · fotografie (0)
piątek, 31 sierpnia 2007 roku
komentarze (2) · fotografie (19)
Taki miks z komórki, zdjęcia tragicznej jakości, ale co tam ;) Kompletny miks. I to chyba na tyle.
czwartek, 30 sierpnia 2007 roku
