Bo ja dziecko nadpobudliwe od urodzenia jestem i wiem, że jak muszę iść grzecznie spać, żeby rano wstać o pracowniczej porze, to niestety muszę wspomóc się tabletką. Jakież było moje zdziwienie, gdy po otwarciu flakonika okazało się, że tablet już nie ma. Do jakieś 2:30 rżałam w łóżku, bo mnie głupawka dopadła. Głupawka smsowa. Ale przynajmniej miałam świadomość, że nie tylko ja będę nieprzytomna w pracy, a to podnosi na duchu.
8:20 budzik. Boże, naprawdę? Ja chcę spać!
I obudziłam się pod drzwiami, wciskając klucz do szparki. 6 godzin i urlop.
Dzieciaki dziś oczywiście miały atak ADHD. Żebym nie zapomniała ich przez ten tydzień. Więc naprawdę, dziko było. Jedyny moment, w którym byli w miarę cicho - to podczas robienia graffiti. Papi pedagog uczyła jak niszczyć mienie publiczne za pomocą markera, ale oczywiście na kartkach. Potem na chwilę pokopaliśmy do piłki na trawie i wierzcie mi - kopać do kawałka gumy w japonkach - bezcenne. To cud, że mam całe palce. I wypytywali mnie, ile jeszcze będę pracować. Szczerze, myślałam, że już mnie mają dość.
- A czemu pytasz?
- A do kiedy?
- Do końca wakacji.
- Bo pani jest zajebista.
- Kacperze, nie mów mi tak brzydko.
- Jest pani fajna?
- Nie, jest ‘PANI’. Umawialiśmy się!
I to było pierwsze wyznanie zajebistości dziś.
Przyjechałam do domu, gdzie czekały na mnie dwa naleśniki i rozkopana kuchnia. No tak, Wapno szaleje. Kupili do tej naszej mini kuchni jeszcze jedno pudło.
Wolałam się zmyć. Poszłam oglądać nową sąsiadkę, która niebawem skończy 2 miesiące. Wszystko fajne, ładna, grzeczna. Taki mały, różowy bobo, wpatrujący się w nas, podczas wlewania w siebie winiaka.
Przyszłam. I nie umiałam sobie znaleźć miejsca. Mama stwierdziła, że mi ‘wyrczy’. Zabrałam czworonoga. Pod drodze zahaczyłam o dwunoga i zrobiłam rundkę po wsi. A w oknach firany się ruszały.
W domu czekała na mnie mrugająca wiadomość potwierdzająca ową zajebistość.
I zmywara już podłączona, a Wapno siedziało na podłodze wpatrując się w pokrętło i co chwilę spuszczając wzrok do instrukcji. Dziecko przyszło, pokręciło - bangla. Zaprogramowałam dziadówę, bo ja zajebista jestem. A Mamuta teraz przechodzi szaleństwo, bo ciągle coś wkłada do machiny. Szkło wychodzi idealnie czyste, więc co się dziwić.
Tyle, że jest już prawie północ, a ona popijając drinka robi: ‘Hmmmm’ i biegnie po jakieś nowe szklanki.
Przeraża mnie to.
To i tamto.
Just keep it burnin', yeah baby...
komentarze (4) · fotografie (0)
piątek, 31 lipca 2009 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Całkiem sympatycznie do 3 nad ranem siedziało mi się i wklejało różne pierdolniki. Dziś średnia przytomność rano, bo nie dość, że ciepło, to jeszcze Wapno zanim zdążyli pojechać po meble - obudzili mnie 3 razy. No i w końcu wstałam. Śniadanie z maciejem, potem gary i odkurzanie. I skończyć miałam w planie ten projekt książki.
Miałam...
Dzień minął ultra szybko. Jeszcze dziś ta msza, z okazji 25lecia podpisania cyrografu przez Wapno. Papi usiadła między dwoma matkami, więc był klub ‘Młodej matki’: ja jestem młoda, a one są matkami. I całą mszę biegałam za Małym Omem, który z kolei biegał za małym kotem. Zabił mnie pytaniem podczas komunii, czy ja też idę tam do księdza i czy on może iść ze mną. Nie Dominiczku, ciocia nie idzie. Czemu? Bo ciocia grzeszy, oj grzeszy. Obie matki parsknęły śmiechem.
Potem Wapno zgarnęło część gości do budy i gdy już ja zaliczyłam kilka kursów do kuchni na piętrze, w końcu mogłam zabrać się za kończenie książki. Nie mogę się doczekać tej nowej kuchni na parterze...
I na początku plan był taki, że góra 14 stron. Potem nagle zrobił się 20. Na chwilę obecną mam 23, ale do tego jeszcze dojdą ze 2 maks. Tylko to po powrocie z urlopu. No bo dzieciaki, a raczej ich część składowa jest mi potrzebna.
I tak. Póki co skończyłam. Mama rozpływa się nad tym, ja zresztą też, a to nieładnie wychwalać samą siebie pod niebiosa. Największy ból - wybrać z setek zdjęć 46, a potem z tych 46ciu - 25. Koszmar!
I tego sobie słucham, bo mi się te chłopaki podobają, a co!
Jeszcze jutro do pracy i mam tydzień dłuższego spania!
Miałam...
Dzień minął ultra szybko. Jeszcze dziś ta msza, z okazji 25lecia podpisania cyrografu przez Wapno. Papi usiadła między dwoma matkami, więc był klub ‘Młodej matki’: ja jestem młoda, a one są matkami. I całą mszę biegałam za Małym Omem, który z kolei biegał za małym kotem. Zabił mnie pytaniem podczas komunii, czy ja też idę tam do księdza i czy on może iść ze mną. Nie Dominiczku, ciocia nie idzie. Czemu? Bo ciocia grzeszy, oj grzeszy. Obie matki parsknęły śmiechem.
Potem Wapno zgarnęło część gości do budy i gdy już ja zaliczyłam kilka kursów do kuchni na piętrze, w końcu mogłam zabrać się za kończenie książki. Nie mogę się doczekać tej nowej kuchni na parterze...
I na początku plan był taki, że góra 14 stron. Potem nagle zrobił się 20. Na chwilę obecną mam 23, ale do tego jeszcze dojdą ze 2 maks. Tylko to po powrocie z urlopu. No bo dzieciaki, a raczej ich część składowa jest mi potrzebna.
I tak. Póki co skończyłam. Mama rozpływa się nad tym, ja zresztą też, a to nieładnie wychwalać samą siebie pod niebiosa. Największy ból - wybrać z setek zdjęć 46, a potem z tych 46ciu - 25. Koszmar!
I tego sobie słucham, bo mi się te chłopaki podobają, a co!
Jeszcze jutro do pracy i mam tydzień dłuższego spania!
czwartek, 30 lipca 2009 roku
