Spałam. Do 11. Potrzebowałam tego. A, że od 2 w nocy oddycham przez nos – spało mi się wyśmienicie. Mama rano nie miała sumienia mnie budzić. I w sumie szkoda, bo myślałam ze zaliczę dziś wizytę u fryzjera. No niestety. Wszystko trwało 18 min. No szkoda. Zapomniałam, że:
1. jest sobota
2. jest sobota, więc fryzjer ma otwarte do 13
3. jest sobota, czyli dzień w którym trzeba mieć zarezerwowaną godzinę
4. jest sobota, czyli dzień w którym hmmm... „Starsze” panie robią się na bóstwo, w ten sposób zajmując wszystkie terminy. Taa... Henna ważna rzecz. A moje za długie włosy i odrosty to nie? Buuu
Tak więc: poniedziałek.
Więc było mi źle. Cholernie. Po prostu mam takie dni.
...a ja za dużo widzę, zbyt mocno czuję...
Powoli, bardzo powoli... I mam do tego pełne prawo i nie muszę się tłumaczyć, a po co, a dlaczego...
Po prostu przychodzi taki dzień, że już nie możesz. Wszystko pęka i trzeba siąść i sie wybeczeć. Ale łzy to nie Hammerite – rdzy nie usuną...
Może mi przejdzie. Może nie. Pff...
Sobota. Coffe and TV.
komentarze (1) · fotografie (0)
sobota, 30 czerwca 2007 roku
komentarze (3) · fotografie (0)
Jeszcze trochę zakatarzona, owinięta małą choróbką (o ile takie jednodniowe be można nazwać chorobą) podreptałam do przedszkola. Balerinki w groszki i torba też. Pudełko chusteczek, pudełko Strepsilsów i do dzieła. Ostatni dzień. Szybko to przeleciało. Aż trudno w to uwierzyć.
To przecież ciągle moje przedszkole, które skończyłam hmmm 14 lat temu. Moje byłe nauczycielki, PUSy które jeszcze tak niedawno sama układałam, leżaki na których udawałam, że śpię. Moje czasy...
A dzieci – charaktery i charakterki. Uśmiechy i łzy spływające po tych słodkich, różowych policzkach. Liderzy i ciche myszki. Jak w życiu...Już są silni, każdy na swój sposób.
Zajęcia były w grupach połączonych, młodszych i starszych, więc ja, jedynak – mogłam oglądać jak to wygląda z rodzeństwem. Starsi opiekują się, trzymają za rękę, pomagają w wiązaniu butów i przy obiedzie. I to codzienne „Powiem mamie”.
Z przedszkola pamiętam, że nie bawiłyśmy się z chłopakami. Byli be. Miałyśmy swój kącik z lalkami, oni z autkami. Teraz dzieciaki bawią się razem. Dziś zrobili namiot, z którego nie chcieli wyjść. Dopiero zapach makaronu na słodko z serem ich wyciągnął.
M i P z żółtego papieru zrobili sobie obrączki. No ładnie.... A potem w trakcie zabawy w chowanego, M wygadała gdzie się P schował i nastąpił pierwszy kryzys w małżeństwie.
Moja 5cio letnia sąsiadka ma kolczyki i kozaczy, że ją nie bolało. Heh... Jak za kilka lat zapyta czy pierwszy raz boli, to też powiem, że nie ;) A niech ma...
Po drugiej stronie biurka jest inaczej. Wysokie krzesło, dziennik i długopis. I pełny kubek kompotu.
Oj minął ten tydzień szybko.
Fajnie. Intensywnie.
Ciociuuuuu, psydzies jesce?
Przyjdę.
WAKACJE!!!
...A w ramach ogłoszeń duszpasterskich: Kochana Moja Joleńko!!! No gratuluję Ci tej „dojrzałości”. Brawo!!! Buziaki dla wszystkich, którzy zdali i niezdali - zaprawdę powiadam wam, zdacie ;)
Ile jeszcze drogi jest przed nami?
To przecież ciągle moje przedszkole, które skończyłam hmmm 14 lat temu. Moje byłe nauczycielki, PUSy które jeszcze tak niedawno sama układałam, leżaki na których udawałam, że śpię. Moje czasy...
A dzieci – charaktery i charakterki. Uśmiechy i łzy spływające po tych słodkich, różowych policzkach. Liderzy i ciche myszki. Jak w życiu...Już są silni, każdy na swój sposób.
Zajęcia były w grupach połączonych, młodszych i starszych, więc ja, jedynak – mogłam oglądać jak to wygląda z rodzeństwem. Starsi opiekują się, trzymają za rękę, pomagają w wiązaniu butów i przy obiedzie. I to codzienne „Powiem mamie”.
Z przedszkola pamiętam, że nie bawiłyśmy się z chłopakami. Byli be. Miałyśmy swój kącik z lalkami, oni z autkami. Teraz dzieciaki bawią się razem. Dziś zrobili namiot, z którego nie chcieli wyjść. Dopiero zapach makaronu na słodko z serem ich wyciągnął.
M i P z żółtego papieru zrobili sobie obrączki. No ładnie.... A potem w trakcie zabawy w chowanego, M wygadała gdzie się P schował i nastąpił pierwszy kryzys w małżeństwie.
Moja 5cio letnia sąsiadka ma kolczyki i kozaczy, że ją nie bolało. Heh... Jak za kilka lat zapyta czy pierwszy raz boli, to też powiem, że nie ;) A niech ma...
Po drugiej stronie biurka jest inaczej. Wysokie krzesło, dziennik i długopis. I pełny kubek kompotu.
Oj minął ten tydzień szybko.
Fajnie. Intensywnie.
Ciociuuuuu, psydzies jesce?
Przyjdę.
WAKACJE!!!
...A w ramach ogłoszeń duszpasterskich: Kochana Moja Joleńko!!! No gratuluję Ci tej „dojrzałości”. Brawo!!! Buziaki dla wszystkich, którzy zdali i niezdali - zaprawdę powiadam wam, zdacie ;)
Ile jeszcze drogi jest przed nami?
piątek, 29 czerwca 2007 roku
