Nie wiem jak to się stało, ale wrobili mnie w mycie aut. Moje to wiadomo, potrzebuje kilku poprawek lakierniczych przed zimą, żeby bo rdza nie wzięła. I nie wiem jak to się stało, ale nagle się zorientowałam, że myję nissana od Wapna. Nade mną stał Padre, od którego dostałam skrobaczkę na lód, jak już przyjdzie zima i oczojebne rękawiczki, i cały czas dogadywał mi gdzie minęłam, gdzie jeszcze mam poprawić itd. A ja zaproponowałam, czy może w związku z tym, że mam skrobaczkę i rękawiczki - może otworzę jakiś gabinet w piwnicy... Ciemny żart.
SMS obudził mnie o 8, co zdecydowanie nie było moją porą. ‘O której impreza?’ Dzizes... Potem jeszcze kilka wiadomości na gadu i nk. Umówieni o konkretnej porze. Mejkap, ciuchy przygotwane. Aparat imprezowy i matka nabiera niskiej temperatury...
Bardzo, bardzo podekscytowana!
komentarze (0) · fotografie (0)
sobota, 31 października 2009 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Zainspirował mnie, a jego z kolei ‘Dzień świra’. Brioszki z czekoladą. Brioches aux Gouttes de Chocolat. Z kremem Pâtissière. Równie dobrze mogłam napisać ‘Krem budyniowy o smaku waniliowym’. Szkoda tylko, że najpierw sie zgodziłam, że upiekę. Potem zrobiłam listę potrzebnych rzeczy. Zakupy zrobiła Mama, podczas gdy ja zostałam wyciągnieta przez listonosza z paczką dla mnie z łóżka. Wreszcie wydrukowałam przepis. Przyczytałam go i pah. Ciasto na brioszki to cholernie dużo roboty. Już nie wspominając o tym, że ciasto ma wyrosnąć, potem ma siedzieć całą noc w lodówce. Nie mam czasu! Damn! I teraz co... Albo przełożyć pieczenie na inny dzień, albo coś stworzyć innego. Ha! Przepis na drożdżowe rogaliki, z nadzieniem z tego genialnego kremu, z czekoladą. Mama wyrobiła mi ciasto, ja zabrałam się za pieczenie. Wynik? REWELACJA! Pieką się szybko, są pyszne!
Ale na próbę się spóźniłam. Dzieciaków było mało, bo szkarlatyna hasa po wsi i po kolei dopada moje dzieciaki. Kurde, o siebie się też obawiam. Ale zabrałam się za robienie dekoracji. Tyle, ile mogę zrobić bez wspinania się na drabiny i upinania jakiś ciulstw - tyle trzeba zrobić. Poza tym i tak się obawiam tego, że będę musiała uruchomić maszynę do szycia. I to będzie bolesne.
Wieczorem pojechałam na spotkanie z właścicielką knajpy, w której jutro balujemy. Bardzo miła babka, z profesjonalnym podejściem do sprawy. Wszystko załatwiłyśmy. Teraz nie pozostaje nam nic innego, niż po prostu przebalować cały jutrzejszy wieczór.
I mam profesjonalną szafkę. Ponoć.
Ale na próbę się spóźniłam. Dzieciaków było mało, bo szkarlatyna hasa po wsi i po kolei dopada moje dzieciaki. Kurde, o siebie się też obawiam. Ale zabrałam się za robienie dekoracji. Tyle, ile mogę zrobić bez wspinania się na drabiny i upinania jakiś ciulstw - tyle trzeba zrobić. Poza tym i tak się obawiam tego, że będę musiała uruchomić maszynę do szycia. I to będzie bolesne.
Wieczorem pojechałam na spotkanie z właścicielką knajpy, w której jutro balujemy. Bardzo miła babka, z profesjonalnym podejściem do sprawy. Wszystko załatwiłyśmy. Teraz nie pozostaje nam nic innego, niż po prostu przebalować cały jutrzejszy wieczór.
I mam profesjonalną szafkę. Ponoć.
piątek, 30 października 2009 roku
