Dobry wieczór, witam wszystkich serdecznie na kolejnym posiedzeniu.
Szaleństwo istne. Cieszyn zapchany. Kto to wymyślił, żeby budować cmentarz obok głównej drogi do miasta. Z jednego pasa zrobiono parking, wypełniony póki co handlem obwoźnym – chryzantemy złociste, akcja znicz i wiszące niczym chomonta wieńce. A korek, to zupełnie gratis jest. Za to było lansowanie z Madzią z Ikarusie. Biedna dziefczyna, doprowadziłam ją do łez dziś moimi opowieściami. No i pół autobusu rechotało. No co, jak lans to lans.
W ogóle, to cały dzień się lansowałyśmy. To chyba wpływ czynników stresogennych na nas, bo gdzieś ciągle widmo muzyki, śpiewu przed wszystkimi. Wszystko co tylko pojawiało się przed naszymi oczami bezsprzecznie się lansowało, łącznie z rzutnikiem, kurzem na ławkach. Wszystko. I bynajmniej nie byłyśmy niczym odurzone. Po prostu – tak reagujemy na stres. Aaa! I sukces – rzutnik podłączony w 20 minut ;-) Przypominam: ostatnio było 40.
Godziny mijały. Potem już zostały tylko minuty. Przerażone czekałyśmy pod salą. Tymczasem minęła 11:15. Potem 11:20. I nikt nie otwiera. Nadzieja na kwadrans akademicki. I w sumie ryzyko, bo może kobieta w środku siedzi. Postanowiłyśmy sprawdzić. Klamkujemy. Ehh – otwarte. Wchodzimy. Pusto. Hmmm? O co chodzi. Patrzymy na prawo, na salę do ruchawek. Ehh... czyli jednak będzie śpiewanie. No to czadu. Jako jedna z pierwszych poszła nasza grupowa Małas-Godlewska, czyli Wiolka. Dała rade, byłyśmy na tak ;-) Barbra wyskoczyła z piosenką regionalną, łoj diri di, u ha! I składałyśmy się ze śmiechu. Oczywiście – łącznie z Baśką, która miała śpiewać a nie chichrać się. I idealnie skończyło się przede mną. Czyli papalka na pierwsze danie za tydzień.
No i właśnie z wyżej wymienioną Barbrą jej WRC Golfem się lansowałyśmy po Cieszynie kapke.
A potem, to Ikarus – korki – powrót z Korniszonem (czyt. Adrian).
Wczoraj Pewien Miły Pan, który pragnie zachować anonimowość mi podrzucił linka do Die Hard 4.0 bo miałam niesamowitą ochotkę na McClaine'a. W sensie - na film. Tylko, że wieczorem miałam miks w postaci wrzuty + winampa + Top Gear (tak kompletnie BTW – w maku gadałyśmy o autach!) – więc zostawiłam sobie film na dziś. Jupikajej mada faka! Idealne luzowanie.
I kolczyki na poprawę humorków.
Łączę ludzi z muzyką...
Halloween po polsku!
I dynia podkradziona poniszczonemu, podziurawionemu empathon'owi
komentarze (0) · fotografie (1)
środa, 31 października 2007 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Zwłoki. Oj nie wiem co tak mnie dziś wymęczyło. Nerwy, nerwy. Nie wiem w sumie po co, ale coś do mnie nie dociera. Zamiast się czilałtować, to ja się spinam. Bleh. Oj dobrze, że jeszcze jutro i wolne.
No właśnie. Jutro. Muzyka. Siedzę z moim wiernym towarzyszem fletem, obłożona nutami. Bo jutro mamy wprowadzanie piosenki. Większość z nas nie umie tego, ale co tam. Pojedziemy freestylem – jak zwykle. Czyli tak. Jutro mam wyjść na środek klasy, zacząć śpiewać i wyobrażać sobie, że dziewczyny są moimi uczniami i mam je nauczyć śpiewać? Tak? Pik, pik, pik – siedemdziesiąt trzy złote dwadzieścia cztery grosze. Siup. Zielony, pin, zielony.
Tak sobie pomyślałam, że może zamiast jakieś dziecinnej lalala – to zapodać jutro Kult? Albo Queen? O już to widzę „A teraz kochane dzieci powtarzamy wyraźnie Galileo! Galileo! Galileo! Figaro!” Myślę, że byłoby to ciekawsze ;-) Oj kosmos będzie jutro. Już to widzę, jak będziemy się składać ze śmiechu... ciekawe co mi rano powie Tymbark... Mam nadzieję, że nic w rodzaju „Nie wyj tak, bo zacznie padać deszcz żab!!!”
Całkiem ładna jesień dziś. Nawet nie musiałam otulać się kurtką. Złoto na drzewach. Aż się chce wyjść z aparatem i opstrykać wszystko dookoła. I to chyba będzie całkiem dobry plan ;-)
No właśnie. Jutro. Muzyka. Siedzę z moim wiernym towarzyszem fletem, obłożona nutami. Bo jutro mamy wprowadzanie piosenki. Większość z nas nie umie tego, ale co tam. Pojedziemy freestylem – jak zwykle. Czyli tak. Jutro mam wyjść na środek klasy, zacząć śpiewać i wyobrażać sobie, że dziewczyny są moimi uczniami i mam je nauczyć śpiewać? Tak? Pik, pik, pik – siedemdziesiąt trzy złote dwadzieścia cztery grosze. Siup. Zielony, pin, zielony.
Tak sobie pomyślałam, że może zamiast jakieś dziecinnej lalala – to zapodać jutro Kult? Albo Queen? O już to widzę „A teraz kochane dzieci powtarzamy wyraźnie Galileo! Galileo! Galileo! Figaro!” Myślę, że byłoby to ciekawsze ;-) Oj kosmos będzie jutro. Już to widzę, jak będziemy się składać ze śmiechu... ciekawe co mi rano powie Tymbark... Mam nadzieję, że nic w rodzaju „Nie wyj tak, bo zacznie padać deszcz żab!!!”
Całkiem ładna jesień dziś. Nawet nie musiałam otulać się kurtką. Złoto na drzewach. Aż się chce wyjść z aparatem i opstrykać wszystko dookoła. I to chyba będzie całkiem dobry plan ;-)
wtorek, 30 października 2007 roku
