Idzie zima, śnieg przewidują na czwartek. Paweł przeraził się i postanowił kupić swojemu Roverkowi ładne felgi i opony. Pojechaliśmy do królestwa Auto-części, czyli do Jasienicy. Miejscowość ta składa się z samych szrutów. Objechaliśmy chyba z 20. Nigdzie nie było odpowiednich. I ja nie wiem, czy to Paweł ma takie wygórowane ambicje, czy wszystkich kierowców wzięło na nowe ogumienie. Dwie godziny wchodzenia i wychodzenia z auta. Dwie godziny marznięcia, jak podnosili autko i zakładali mu lewego kapcia. Dwie godziny samotnego śpiewania starych szlagierów w autku. Tak się darłam, że ci którzy przechodzili obok, dziwnie się na mnie patrzyli. Pamiętacie „Egzorcystę”? No, tak się patrzyli na mnie :D
Jutro Wszystkich świętych... Będzie trzeba uruchomić szal i zimówkę... Co roku po 1 listopada, zawsze mam jakieś choróbsko. Może tym razem się uda...
Acha! Żeby wszystko było jasne. Ani opon, ani felg nie kupił. Okazało się, że może je dostac jakąś inną drogą. Faceci...
komentarze (0) · fotografie (0)
wtorek, 31 października 2006 roku
komentarze (1) · fotografie (0)
Nie wiem jak to się dzieje, ale za każdym razem jak Polsat puszcza „Titanica”, moja lista na GG pustoszeje. Wszyscy nagle zasiadają przed pudłem i wypłakują się w poduszkę. Taki boski ten Leo... Majtki same spadają...
A ja miałam to szczęście, że byłam na premierze. Mała gówniara szła na nocny seans, bez mamy i taty. Za to z koleżanką, która w wieku 16 lat miała już 2 dzieci. Ale wiecie jaka byłam dumna! Większość znajomych wogóle nie widziała tego w kinie, a ja byłam na premierze! Ha!
Więc zamiast teraz wypłakiwać się na widok skostniałego Leo, wiszę na necie...
Przeżyłam dzisiejszy niemiecki. Bez większych odlotów... Nawet nas prędzej wypuścił.
Nie taki Lecho straszny jak go malują? Albo raczej „jaki był w zeszłym roku?”
A teraz to już tylko pozostaje mi błogie, tygodniowe lenistwo...
A ja miałam to szczęście, że byłam na premierze. Mała gówniara szła na nocny seans, bez mamy i taty. Za to z koleżanką, która w wieku 16 lat miała już 2 dzieci. Ale wiecie jaka byłam dumna! Większość znajomych wogóle nie widziała tego w kinie, a ja byłam na premierze! Ha!
Więc zamiast teraz wypłakiwać się na widok skostniałego Leo, wiszę na necie...
Przeżyłam dzisiejszy niemiecki. Bez większych odlotów... Nawet nas prędzej wypuścił.
Nie taki Lecho straszny jak go malują? Albo raczej „jaki był w zeszłym roku?”
A teraz to już tylko pozostaje mi błogie, tygodniowe lenistwo...
poniedziałek, 30 października 2006 roku
