Po pierwsze, za co uwielbiam Oleńkę.
W przerwie między gadaniem o jutrzejszym kinie, o facetach, o kosmetykach, o komputerach i Internecie i staropanieństwie, pokazałam Oli moje dwa pokemony na naszej-klasie, czyli Mamuta i Padre.
Fragment dotyczący mojego Padre:
Ola: wyglado tak...hmm.."tatusiowato":D i poczciwie byłby fajnym dziadkiem ;)
Ja: pff
Ola: dobre, dobre
Ja: heh ;]
Ola: roz yno kielźnie i bydzie po forbaju:D
Rozwaliła mnie tym ostatnim na atomy, popłakałam się ze śmiechu przed komputerem ;-) Tekst oczywiście bardziej zrozumiały dla Ślonzoków, bo jak wiadomo Cała Polska w cieniu (smogu?) Śląska.
Po drugie, zdecydowanie przyczyniam się moim studiowaniem do niszczenia lasów. Połowa studiów a ja mam 12 (czyt. Dwanaście) wypełnionych po brzegi (czyt. Nichuchu już tam nie wcisnę) segregatorów, co mnie osobiście przeraża. Mama sugeruje wywalić. No ale 1) nie po to tyle godzin spędzałam w bibliotece (no ok, w kserze) żeby teraz to puścić z dymem, 2) ciągle każą nam się wracać do innych przedmiotów i chyba by mnie szlag trafił, 3) to generalnie zajmuje na razie tylko 2 półki. Ale jak tak rozglądam się po moim kwadracie, to nie za bardzo mam to gdzie wepchnąć.
Bo ja chomik z natury jestem i chomikuję masę niepotrzebnych rzeczy. Jak mnie juz najdzie na od-chomikowanie, to kończy sie zwykle na 3-4 czarnych worach na śmieci. Myślę, że trzeba pomyśleć nad rozpoczęciem tego procesu.
Po trzecie, jest 22:42 a mi się nudzi. Uwieeeelbiam to. Po takich mękach, w których każda minuta spokoju była błogosławieństwem, w końcu mam zasłużoną leberkę. Po prostu od urodzenia uwielbiam wakacje!
iTunes i winamp mnie dziś do wqrwów doprowadziły. Nie lubimy się i mamy ciche dni.
Pączek jeden – dla zasady. Wspominam czasy kiedy jamnik wdrapał się na stół kilka dobrych lat temu i wszystko zeżarł.
Poza tym – z Weroni, w porywach z Łukaszem i jak najbardziej z brzuchem planowaliśmy JEGO przyszłość ;-)
A jutro to Kc i jakieś melanże, potem maraton w Rybcu, a potem to będą późne godziny nad ranem ;-)
komentarze (3) · fotografie (0)
czwartek, 31 stycznia 2008 roku
komentarze (3) · fotografie (0)
Pożarłam książkę „Berek” Marcina Szczygielskiego w kilka godzin. Do 4 rano. Nie umiałam przestać czytać, bo powieść świetnie napisana i tylko czekałam co będzie dalej. Generalnie – historia geja i moherówy, którzy mieszkają drzwi w drzwi. Oczywiście najpierw serdecznie się nienawidzą, ale z czasem... Oboje szukają bliskości, tyle że w innych wymiarach. Przepaść między bohaterami, a przy tym tyle drobiazgów, które ich łączy. Naprawdę, godne polecenia.
No i tak się dziś z kąta w kąt przechadzam, bo po tylu tygodniach tyrania w książkach jakikolwiek odpoczynek jest szokiem dla organizmu. Jak miło było obudzić się rano bez ścisku w żołądku i bynajmniej nie o 5 rano.
I realizuję to do feryjne. Na pierwszy rzut poszły moje fotki sprzed wieeeelu lat, bo obiecałam ;-) Więcej na flickr'u



No i tak się dziś z kąta w kąt przechadzam, bo po tylu tygodniach tyrania w książkach jakikolwiek odpoczynek jest szokiem dla organizmu. Jak miło było obudzić się rano bez ścisku w żołądku i bynajmniej nie o 5 rano.
I realizuję to do feryjne. Na pierwszy rzut poszły moje fotki sprzed wieeeelu lat, bo obiecałam ;-) Więcej na flickr'u



środa, 30 stycznia 2008 roku
