Paulina, '86 rocznik...
Takie sobie studenckie pisiu-pisiu.
Rock on!
Flickr | last.fm | Twitter | nasza-klasa.pl | You Tube | Facebook
komentarze (1) · fotografie (0)
Kiedy dostanę okres? Najpierw się na niego czeka z nieopisaną ciekawością, żeby wreszcie dostać, potem się czeka z nieopisaną paniką, żeby wreszcie dostać...
Kiedy zaczną mi rosnąć piersi? Wtedy, kiedy zdasz sobie sprawę z tego ile nimi można załatwić...
Czemu wyskakują mi pryszcze? Żeby poznać moment, kiedy potencjalnie zacząłeś się masturbować i kiedy zaznasz stosunku. Heteroseksualnego, w domyśle...
Czemu chłopcy są tacy głupi? Bo mają penisy...
Czemu dziewczyny wszędzie chodzą razem? Bo każda kobieta ma bi-ciągoty
Czemu nie ma jednej religii, tylko tak dużo? Żeby narobić problemów.
Czemu ludzie biorą ślub i mają dzieci? Bo nie używają antykoncepcji.
Czemu ludzie rozwodzą się? Bo mają teściowe.
Czemu mama czasami krzyczy w nocy? Bo śnią się jej koszmary. Że ma kolejne dziecko.
Jak powiedzieć rodzicom, żeby zachowywali się ciszej w nocy? Wejść w trakcie i powiedzieć, żeby zachowywali się ciszej i że w ich wieku seks grozi wypadnięciem biodra, szczęki i atakiem serca. Z moimi podziałało.
Jak poprosić dziewczynę/chłopaka o chodzenie? Bzykamy się od razu, czy trzeba z tobą chodzić?
Jak zerwać z chłopakiem/dziewczyną? SPIERDALAJ!
Jak to naprawdę jest, jak się kocha? Można leżeć, można stać, można na boku, na górze...
Jak zmienić hasło na nk? O, tu: http://nasza-klasa.pl/profile/remove
Jak założyć bloga na onecie? Oddal się duszo nieczysta!
Jak wynegocjować wyższe kieszonkowe? Mamo, tato, uprawiam sex, potrzebuję więcej kasy na gumki, bo inaczej zajdę w ciążę/zaleję laskę.
I tak od 9 miesięcy.
Ale ta satysfakcja, kiedy mi mówią ‘Pani jest najlepsza!’ jest niesamowita.
I uprzedzając - nie odpowiadam im tak. To zwykły kawał jest, darujcie, to już ballady kres... Myślę tak, ale nie przechodzą te myśli przez paszczę. Siedzą w środku, bo tak ma być. Mówię prawdę, owijając ją w dziecinną bawełną, ale są usatysfakcjonowani odpowiedziami.
A na studiach, w dalszym stopniu: zmarnowałyście najbardziej płodne lata na naukę, macie siedzieć w domu, rodzić dzieci i usługiwać mężowi, jest tylko jedna najlepsza wiara, a małżeństwo to coś, co jest najlepsze na świecie. I nie, nie pracujcie, dajcie się utrzymywać mężowi. Rodźcie mu dzieci. Zróbcie ze swoich wedżajn naleśniki!
Kiedy zaczną mi rosnąć piersi? Wtedy, kiedy zdasz sobie sprawę z tego ile nimi można załatwić...
Czemu wyskakują mi pryszcze? Żeby poznać moment, kiedy potencjalnie zacząłeś się masturbować i kiedy zaznasz stosunku. Heteroseksualnego, w domyśle...
Czemu chłopcy są tacy głupi? Bo mają penisy...
Czemu dziewczyny wszędzie chodzą razem? Bo każda kobieta ma bi-ciągoty
Czemu nie ma jednej religii, tylko tak dużo? Żeby narobić problemów.
Czemu ludzie biorą ślub i mają dzieci? Bo nie używają antykoncepcji.
Czemu ludzie rozwodzą się? Bo mają teściowe.
Czemu mama czasami krzyczy w nocy? Bo śnią się jej koszmary. Że ma kolejne dziecko.
Jak powiedzieć rodzicom, żeby zachowywali się ciszej w nocy? Wejść w trakcie i powiedzieć, żeby zachowywali się ciszej i że w ich wieku seks grozi wypadnięciem biodra, szczęki i atakiem serca. Z moimi podziałało.
Jak poprosić dziewczynę/chłopaka o chodzenie? Bzykamy się od razu, czy trzeba z tobą chodzić?
Jak zerwać z chłopakiem/dziewczyną? SPIERDALAJ!
Jak to naprawdę jest, jak się kocha? Można leżeć, można stać, można na boku, na górze...
Jak zmienić hasło na nk? O, tu: http://nasza-klasa.pl/profile/remove
Jak założyć bloga na onecie? Oddal się duszo nieczysta!
Jak wynegocjować wyższe kieszonkowe? Mamo, tato, uprawiam sex, potrzebuję więcej kasy na gumki, bo inaczej zajdę w ciążę/zaleję laskę.
I tak od 9 miesięcy.
Ale ta satysfakcja, kiedy mi mówią ‘Pani jest najlepsza!’ jest niesamowita.
I uprzedzając - nie odpowiadam im tak. To zwykły kawał jest, darujcie, to już ballady kres... Myślę tak, ale nie przechodzą te myśli przez paszczę. Siedzą w środku, bo tak ma być. Mówię prawdę, owijając ją w dziecinną bawełną, ale są usatysfakcjonowani odpowiedziami.
A na studiach, w dalszym stopniu: zmarnowałyście najbardziej płodne lata na naukę, macie siedzieć w domu, rodzić dzieci i usługiwać mężowi, jest tylko jedna najlepsza wiara, a małżeństwo to coś, co jest najlepsze na świecie. I nie, nie pracujcie, dajcie się utrzymywać mężowi. Rodźcie mu dzieci. Zróbcie ze swoich wedżajn naleśniki!
środa, 10 marca 2010 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Załatwianie, bieganina, czekanie, wkurwianie, a na deser euforia, z jednoczesnym powątpiewaniem we własne siły. Uda mi się? Dodam kolejną okazję do świętowania w maju?
Misja nr 1: podbić legitymację, odebrać indeks, nie zabić pań w dziwkanacie. Ochrona danych osobowych, rozumiecie. Muszę sama się pofatygować po te dokumenty. I to tak nagle, bo w zeszłym roku jakoś można było. A ja tym sposobem musiałam prędzej jechać na uczelnię. Bo wiecie, dziwkanat jest czynny do 14, co oznacza, że o 13:30 już jest zamknięty. Przyjechałam o 13:10. Gdyby był zamknięty, to podkładam ogień pod ten burdel.
Ale udało się. Załatwiłam. Niesamowita radość, że to ostatnia pieczątka. A w domu okazało się, że zgubiły mi karteczkę potwierdzającą uregulowanie praktyk, bo też jakaś średnio bystra kobita wymyśliła taki sposób. No i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie mam pieczątki pt. ‘Zaliczam semestr 9’. Czyli jutro telefoniada na uczelnię. A jak się okaże, że muszę to załatwiać, to podłożę ogień. A potem trafi mnie szlag.
Misja nr 2: rewersy i książki. Nie ogarniam tych szufladek. Jestem poważnie, za głupia. Coś tam wybrałam, ale wszelkie nadzieje, że temat będzie bardziej dostępny niż teatr poszły się paść. Też pustki. I też będę musiała zakopać się w czytelni i przy czasopismach. Na całe szczęście na 10 rewersów przypadło mi 10 książek. I kłótnia pań z biblioteki między sobą.
Wrzuciłam książki do korsiaka. I na zajęcia.
Misja nr 3: nie dopuścić do szlagotrafienia. Z Werką echałyśmy nad zadanym przez panią doktor zadaniem, ale umęczyłyśmy.
A potem powiedziałam głośno i wyraźnie NIE.
Misja nr 4: nalot na promotorkę. Czas oczekiwania: 2 godziny. Tyle było w planie. Moja intuicja, zwykle zawodząca, tym razem się spisała. W środku coś mi mówiło ‘Zostań, może pojawi się prędzej, może nie będziesz musiała czekać 2 godziny’, więc usiadłam na ławeczce z książką, bynajmniej nie pedagogiczną i zatopiłam się w lekturze. Po 30 minutach usłyszałam, że ktoś nadchodzi. Cały czas zaklinałam ‘żeby to była onaaa!!!’ i pah - jest! Miałam ochotę ją uściskać. Akurat miała 30 minutowe okienko. Jezu, jak się cieszę! Zaskoczyła mnie pierwszym zdaniem wypowiedzianym do mnie. ‘Pani Paulino, a może obrona końcem maja?’ TO MOŻLIWE?! Cóż. Tak. O Boże! I fala pytań: czy dam radę? Czy zdążę? Czy znajdę czas? Ale wstępnie startuję. Koniec maja. Kolejna okazja do świętowania w tym miesiącu. Urodziny spędzone jako mgr? TAK! Mam nadzieję, że zmobilizuje mnie to do pisania. Musi. I przedstawienie na Dzień dziecka. Poważnie, czuję jak obkurcza mi się doba, boleśnie. A ja tak bardzo lubię spać!
Ucieszyła się, że nie musi mi rozdziału sprawdzać na przyszły tydzień. Obie walczymy z remontami. I standardowo, więcej gadki o życiu i pierdołach niż o pracy. Nie stresować magistrantki, główna zasada. Poza tym, pani doktor uwaliła się jogurtem, co nas rozwaliło na atomy.
Nie wiem jak dojechałam do domu. Wiem, że w 20 minut. Mamę szlag trafia, mi się zrobił wir w baku i znowu musiałam zostawić jakiegoś króla Polski na Orlenie. Całą drogę myślałam o tym, czy uda się. Na szczęście, ruch był mały, znikomy wręcz. Nie powinnam tak robić, wiem. Kajam się.
U Mamy dzieciaki z zachwytem przeglądały mój indeks. Wyrównany pojedynek w tysiaka. I Mama siedząca w tyle, w korsiaku, bo z przodu były książki, dużo książek.
Misja nr 5: sprzątanie pokoju. Spychacz by się przydał. Albo wieki kontener przed domem. Do przemyślenia w czasie przeprowadzania przeprowadzki. Kurzo-kocury.
Na koniec dnia, zupełnie jak w piosence Feela - szklanka z pomarańczą.
Misja nr 1: podbić legitymację, odebrać indeks, nie zabić pań w dziwkanacie. Ochrona danych osobowych, rozumiecie. Muszę sama się pofatygować po te dokumenty. I to tak nagle, bo w zeszłym roku jakoś można było. A ja tym sposobem musiałam prędzej jechać na uczelnię. Bo wiecie, dziwkanat jest czynny do 14, co oznacza, że o 13:30 już jest zamknięty. Przyjechałam o 13:10. Gdyby był zamknięty, to podkładam ogień pod ten burdel.
Ale udało się. Załatwiłam. Niesamowita radość, że to ostatnia pieczątka. A w domu okazało się, że zgubiły mi karteczkę potwierdzającą uregulowanie praktyk, bo też jakaś średnio bystra kobita wymyśliła taki sposób. No i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie mam pieczątki pt. ‘Zaliczam semestr 9’. Czyli jutro telefoniada na uczelnię. A jak się okaże, że muszę to załatwiać, to podłożę ogień. A potem trafi mnie szlag.
Misja nr 2: rewersy i książki. Nie ogarniam tych szufladek. Jestem poważnie, za głupia. Coś tam wybrałam, ale wszelkie nadzieje, że temat będzie bardziej dostępny niż teatr poszły się paść. Też pustki. I też będę musiała zakopać się w czytelni i przy czasopismach. Na całe szczęście na 10 rewersów przypadło mi 10 książek. I kłótnia pań z biblioteki między sobą.
Wrzuciłam książki do korsiaka. I na zajęcia.
Misja nr 3: nie dopuścić do szlagotrafienia. Z Werką echałyśmy nad zadanym przez panią doktor zadaniem, ale umęczyłyśmy.
A potem powiedziałam głośno i wyraźnie NIE.
Misja nr 4: nalot na promotorkę. Czas oczekiwania: 2 godziny. Tyle było w planie. Moja intuicja, zwykle zawodząca, tym razem się spisała. W środku coś mi mówiło ‘Zostań, może pojawi się prędzej, może nie będziesz musiała czekać 2 godziny’, więc usiadłam na ławeczce z książką, bynajmniej nie pedagogiczną i zatopiłam się w lekturze. Po 30 minutach usłyszałam, że ktoś nadchodzi. Cały czas zaklinałam ‘żeby to była onaaa!!!’ i pah - jest! Miałam ochotę ją uściskać. Akurat miała 30 minutowe okienko. Jezu, jak się cieszę! Zaskoczyła mnie pierwszym zdaniem wypowiedzianym do mnie. ‘Pani Paulino, a może obrona końcem maja?’ TO MOŻLIWE?! Cóż. Tak. O Boże! I fala pytań: czy dam radę? Czy zdążę? Czy znajdę czas? Ale wstępnie startuję. Koniec maja. Kolejna okazja do świętowania w tym miesiącu. Urodziny spędzone jako mgr? TAK! Mam nadzieję, że zmobilizuje mnie to do pisania. Musi. I przedstawienie na Dzień dziecka. Poważnie, czuję jak obkurcza mi się doba, boleśnie. A ja tak bardzo lubię spać!
Ucieszyła się, że nie musi mi rozdziału sprawdzać na przyszły tydzień. Obie walczymy z remontami. I standardowo, więcej gadki o życiu i pierdołach niż o pracy. Nie stresować magistrantki, główna zasada. Poza tym, pani doktor uwaliła się jogurtem, co nas rozwaliło na atomy.
Nie wiem jak dojechałam do domu. Wiem, że w 20 minut. Mamę szlag trafia, mi się zrobił wir w baku i znowu musiałam zostawić jakiegoś króla Polski na Orlenie. Całą drogę myślałam o tym, czy uda się. Na szczęście, ruch był mały, znikomy wręcz. Nie powinnam tak robić, wiem. Kajam się.
U Mamy dzieciaki z zachwytem przeglądały mój indeks. Wyrównany pojedynek w tysiaka. I Mama siedząca w tyle, w korsiaku, bo z przodu były książki, dużo książek.
Misja nr 5: sprzątanie pokoju. Spychacz by się przydał. Albo wieki kontener przed domem. Do przemyślenia w czasie przeprowadzania przeprowadzki. Kurzo-kocury.
Na koniec dnia, zupełnie jak w piosence Feela - szklanka z pomarańczą.
poniedziałek, 8 marca 2010 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Nie lubię czekać. Szczególnie gdy w grę wchodzi deser. Dałam się porwać.
I będąc poważnie oczarowaną, zapomniałam, że jutro poniedziałek, a ja mam:
- wysłać zdjęcia,
- wybrać zdjęcia,
- przygotować się na zajęcia,
- przeczytać rozdział pracy,
- poprawić rozdział pracy,
- wydrukować rozdział pracy,
- napisać tytuły podrozdziałów w pracy,
- poszukać książek w necie,
- wypisać rewersy,
- napisać do dzieciaków w sprawie przedstawienia,
- dokończyć scenariusz.
Nie wysłałam zdjęć, bo adres mailowy okazał się ‘Undelivered Mail Returned to Sender’. Za to miałam poważny problem z makbukiem, który się uparł, że wie lepiej niż ja, co chcę zrobić. I w sumie, wie, czasami mam wrażenie, że wszyscy poza mną wiedzą co jest dla mnie lepsze, nawet kawałek plastiku z jabłkiem. Maciek się uspokoił. Maile się nie uspokoiły. Wybrałam zdjęcia do wydrukowania. Wydrukowania? Wywołania? Nie wiem. Wydrukowania raczej. 79. Oczy mi prawie wypadły. Przerwałam, gdy okazało się, że za pół godziny przyjedzie Dziadostwo, a Wapno na lekkim kacu. Mama wpadła w panikę i kazała mi coś upiec. Francuskie z marmoladą i brzoskwiniami. Szybko, pysznie.
Przeczytałam prawie te moje wypociny, na tyle, żeby wiedzieć co gdzie jest i mogłam dopisać te pierdolone podtytuły. Drukarka wyrzygała ponad 30 stron, a Mama poświęciła się i zaczęła to czytać, poprawiając literówki. Ja w tym czasie wkurzałam się, bo znowu cierpię na brak książek. Z biedą znalazłam 10, wypisałam rewersy, które jutro wylądują w bibliotece.
Potem 40 wiadomości wysłanych na nk do dzieciarni. Może wśród tej bandy znajdzie się z 7-8 do przedstawienia... Zobaczymy. Póki co, zachęta słowna, następny krok to obiecywanie. A na koniec straszenie usunięciem ze znajomych. Muhahah.
Nie skończyłam scenariusza. Za to wyczyściłam aparat. Mama ciągle czytała. Obie wzdychałyśmy.
Obym tylko nie zapomniała, że po zajęciach nie mam jechać do domu, tylko poczekać grzecznie na promotorkę.
Poważnie, od szczęścia dzieli mnie jeden rozdział, który mam zamiar zacząć jeszcze w tym tygodniu.
I będąc poważnie oczarowaną, zapomniałam, że jutro poniedziałek, a ja mam:
- wysłać zdjęcia,
- wybrać zdjęcia,
- przygotować się na zajęcia,
- przeczytać rozdział pracy,
- poprawić rozdział pracy,
- wydrukować rozdział pracy,
- napisać tytuły podrozdziałów w pracy,
- poszukać książek w necie,
- wypisać rewersy,
- napisać do dzieciaków w sprawie przedstawienia,
- dokończyć scenariusz.
Nie wysłałam zdjęć, bo adres mailowy okazał się ‘Undelivered Mail Returned to Sender’. Za to miałam poważny problem z makbukiem, który się uparł, że wie lepiej niż ja, co chcę zrobić. I w sumie, wie, czasami mam wrażenie, że wszyscy poza mną wiedzą co jest dla mnie lepsze, nawet kawałek plastiku z jabłkiem. Maciek się uspokoił. Maile się nie uspokoiły. Wybrałam zdjęcia do wydrukowania. Wydrukowania? Wywołania? Nie wiem. Wydrukowania raczej. 79. Oczy mi prawie wypadły. Przerwałam, gdy okazało się, że za pół godziny przyjedzie Dziadostwo, a Wapno na lekkim kacu. Mama wpadła w panikę i kazała mi coś upiec. Francuskie z marmoladą i brzoskwiniami. Szybko, pysznie.
Przeczytałam prawie te moje wypociny, na tyle, żeby wiedzieć co gdzie jest i mogłam dopisać te pierdolone podtytuły. Drukarka wyrzygała ponad 30 stron, a Mama poświęciła się i zaczęła to czytać, poprawiając literówki. Ja w tym czasie wkurzałam się, bo znowu cierpię na brak książek. Z biedą znalazłam 10, wypisałam rewersy, które jutro wylądują w bibliotece.
Potem 40 wiadomości wysłanych na nk do dzieciarni. Może wśród tej bandy znajdzie się z 7-8 do przedstawienia... Zobaczymy. Póki co, zachęta słowna, następny krok to obiecywanie. A na koniec straszenie usunięciem ze znajomych. Muhahah.
Nie skończyłam scenariusza. Za to wyczyściłam aparat. Mama ciągle czytała. Obie wzdychałyśmy.
Obym tylko nie zapomniała, że po zajęciach nie mam jechać do domu, tylko poczekać grzecznie na promotorkę.
Poważnie, od szczęścia dzieli mnie jeden rozdział, który mam zamiar zacząć jeszcze w tym tygodniu.
niedziela, 7 marca 2010 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Nieustające śmiechy, z dręczeniem i wredotowaniem, ale co tam. Szaleństwa do prawie rana, a potem spanie do południa. Wyjście z łóżka tylko po to, żeby pojechać do sklepu, żeby zrobić pyszną kolację.
Nie no, ja jednak odnajduję się w odpoczywaniu, wręcz nudzeniu. Dobrze mi.
DOBRZE MI!
Nie no, ja jednak odnajduję się w odpoczywaniu, wręcz nudzeniu. Dobrze mi.
DOBRZE MI!
sobota, 6 marca 2010 roku
komentarze (0) · fotografie (0)
Euforia. Wszechogarniające szczęście. Niemożliwe dawki szczęścia, radości, graniczące z wytrzymałością ludzkiego umysłu.
Rozkoszny poranek, a wiercenie mi już przestało przeszkadzać.
A mając chwilowy spokój od pisania magisterki dostałam wymarzone, błogie lenistwo. I przeczytałam 2 rozdziały i prolog ‘Zaginionego symbolu’.
W pracy usłyszałam: ‘Ona nie tylko nam się udała, ale też nam się podoba!’, ‘Jesteś niezastąpiona!’ i ‘To dzięki pani mi się udało dostać piątkę!’ Szczególnie to ostatnie doprowadziło mnie do ciarów. Poważnie, życzę każdemu nauczycielowi, żeby takie coś usłyszał. I mimo, że ja nie mam zamiaru łączyć przyszłości ze szkołą, czuję się nauczycielem. Chociaż, jak to twierdzą moje dzieciaki - ja jestem od poprawiania błędów nauczycieli. Sześciolatka przy mnie opanowała liczenie do 20tu. Zachęcona sukcesem stwierdziła, że lecimy dalej. Na kostkach do bingo. Jakie to proste!
I biorąc pod uwagę, że mam najulubieńszy dzień tygodnia, kiedy mogę powiedzieć, że COŚ jest piątkowe, to najwyższy czas przejść w stan off-line. Uwielbiam!
Poczęstujcie się kawałkiem zajebistej muzy:
Rozkoszny poranek, a wiercenie mi już przestało przeszkadzać.
A mając chwilowy spokój od pisania magisterki dostałam wymarzone, błogie lenistwo. I przeczytałam 2 rozdziały i prolog ‘Zaginionego symbolu’.
W pracy usłyszałam: ‘Ona nie tylko nam się udała, ale też nam się podoba!’, ‘Jesteś niezastąpiona!’ i ‘To dzięki pani mi się udało dostać piątkę!’ Szczególnie to ostatnie doprowadziło mnie do ciarów. Poważnie, życzę każdemu nauczycielowi, żeby takie coś usłyszał. I mimo, że ja nie mam zamiaru łączyć przyszłości ze szkołą, czuję się nauczycielem. Chociaż, jak to twierdzą moje dzieciaki - ja jestem od poprawiania błędów nauczycieli. Sześciolatka przy mnie opanowała liczenie do 20tu. Zachęcona sukcesem stwierdziła, że lecimy dalej. Na kostkach do bingo. Jakie to proste!
I biorąc pod uwagę, że mam najulubieńszy dzień tygodnia, kiedy mogę powiedzieć, że COŚ jest piątkowe, to najwyższy czas przejść w stan off-line. Uwielbiam!
Poczęstujcie się kawałkiem zajebistej muzy:
piątek, 5 marca 2010 roku
